Po ten towar ustawiły się kolejki, a w dniu premiery w wielu sklepach musiała interweniować policja. Chętnych było tylu, że wiele salonów na świecie - ze względów bezpieczeństwa - musiało zamknąć przed chętnymi drzwi, bo dochodziło do scen w których policja musiała użyć gazu łzawiącego. Tak było w Nowym Jorku, Mediolanie, Tokio, Dubaju, Barcelonie, salony zamknęły się nawet... w Warszawie! Za czym kolejki te stanęły? Za zegarkiem! Ale nie za najnowszym smartwatchem, tylko za zegarkiem kosztującym 400 euro, tyle że nie byle jakim. Stworzył go alians dwóch szwajcarskich gigantów: luksusowego i ultradrogiego Audemars Piguet oraz znanego na świecie popularnego Swatcha. Kolekcja Royal Pop z kolorowym desingem Swatcha i kultowym mechanizmem Audemarsa reklamowana jako limitowana, po jednym zegarku na głowę, rozgrzała głowy chętnych i ustawiła ich w kolejkach przed sklepami. Obstawienie ryzykownego kontrastu między klasyką a pop-kulturą było szczegółowo przemyślane i ma być kołem ratunkowym dla szwajcarskich zegarmistrzów, których wypierają wszechobecne smartwatche. Dla Swatcha kolekcja Royal Pop to nie triumf potentata, to plan ratunkowy firmy, która ma spory sprzedażowy problem. Dla Audemarsa ma to być sposób na zaistnienie w sieci i przekonanie do siebie młodych Zetek.
Sponsorem odcinka jest OANDA TMS Brokers.