Amerykański dolar jeszcze miesiąc temu był najsłabszy od dekady. Z premedytacją prowadził zresztą do tego Donald Trump, który chciał, żeby waluta jego kraju była tak słaba jak się da. Dziwne? Niekoniecznie, jeśli powiemy, że Stany Zjednoczone eksportem stoją, a im słabsza waluta, tym więcej eksporterzy zarabiają. Trump podkopywał zaufanie do amerykańskiej gospodarki i tym samym do dolara; wieszczono wręcz, że dolar traci swój status globalnej waluty rozliczeniowej. Aż do czasu, kiedy nad Bliskim Wschodem zaczęły latać rakiety: światowy kapitał przeprosił się z dolarem i popędził w stronę tej "bezpiecznych przystani". Sprawnie omijając inną "bezpieczną przystań" w postaci złota. To bodaj pierwszy konflikt, w czasie którego po złoto kolejka się nie ustawiła. Bo kruszec ma za sobą pasmo takich wzrostów, że zamiast jako "safe heaven", postrzegany jest jako przedmiot spekulacyjnej rynkowej gry.
Sponsorem odcinka jest OANDA TMS Brokers.